Orzechowa rewolucja
11:43Wróciłam do Gdańska, zaopatrzona w karton pełen smakołyków, które osłodzą mi samotną zimę. Mam tu aromatyczny dżem truskawkowy, złocisty renglotowy, sok malinowy, wiśniowy, letnie pomidory zamknięte w słoikach, a także wór orzechów. Zarówno laskowych, jak i włoskich...
Przez cały wrzesień chodziłam do ogrodu i zbierałam orzechy. Najpierw z malutkim koszyczkiem, który szybko przestał wystarczać, potem z papierową torbą, aż w końcu musiałam przerzucić się na wielki worek- to była orzechowa powódź!
Najprzyjemniejsze było łuskanie zebranych przed chwilą, świeżych, soczystych jeszcze orzechów... Z orzechów włoskich zdrapywałam gorzką skórkę i rozkoszowałam się ich czystą słodyczą. I choć przez kilka tygodni- nie mogąc doszorować dłoni- chodziłam z brązowymi palcami, to naprawdę niewielkie poświęcenie z mojej strony. Ten smak pojawia się tylko raz w roku.
Przez cały wrzesień chodziłam do ogrodu i zbierałam orzechy. Najpierw z malutkim koszyczkiem, który szybko przestał wystarczać, potem z papierową torbą, aż w końcu musiałam przerzucić się na wielki worek- to była orzechowa powódź!
Najprzyjemniejsze było łuskanie zebranych przed chwilą, świeżych, soczystych jeszcze orzechów... Z orzechów włoskich zdrapywałam gorzką skórkę i rozkoszowałam się ich czystą słodyczą. I choć przez kilka tygodni- nie mogąc doszorować dłoni- chodziłam z brązowymi palcami, to naprawdę niewielkie poświęcenie z mojej strony. Ten smak pojawia się tylko raz w roku.
Jesienny smak...



2 komentarzy
Znam ten wspaniały smak, o którym piszesz. Moja babcia przywozi mi każdego roku torbę laskowych i włsokich orzechów. Lubię zwłaszcza te ostatnie. I zawsze zjadamy tę wielką ilość prosto z łupin. Jeszcze nie zdażyło się, bym użyła ich do jakiś wypieków. Szkoda nam ich przetwarzać - są tak dobre same w sobie.
OdpowiedzUsuńAniu, po cichu liczę, że ten wpis jest zapowiedzią Twoich kolejnych w niedalekiej przyszłości.
Pozdrawiam ciepło :)
mmm, taki orzechowy ogród to skarb!
OdpowiedzUsuń