Wind of change

18:32

Podoba mi się wspólne świętowanie ważnych dla państwa wydarzeń. Tak niewiele jest w historii Polski momentów, z których możemy się cieszyć, na myśl o których nie czujemy rozgoryczenia i żalu, a wyłącznie czystą, prostą radość i dumę. Że się udało, że to dzięki nam.

I choć oczywistym jest, że sama nie mam żadnego udziału w przemianach, które dziś świętujemy, to czuję wzruszenie, gdy nagle – choćby przez chwilę – mogę poczuć się cząstką czegoś większego, że przez chwilę jesteśmy my, nie ja.

W 1989 roku miałam pięć lat (a właściwie 4 i pół roku) i chodziłam do przyszkolnej zerówki*. Leciał mi już drugi rok pobytu wśród sześciolatków, bo w W., gdzie wtedy mieszaliśmy, przedszkole było dopiero w budowie.*

To chyba w 1989 roku zrodził się mój pierwszy pomysł kulinarny: na domową watę cukrową. Wykonanie było proste: wystarczyło wymieszać dokładnie paczkę waty i kilka łyżeczek cukru. Jakież było moje zdziwienie, gdy po spróbowaniu okazało się, że wata jest niejadalna i w niczym nie przypomina słodkiej waty, którą kupowała mi mama!

W 1989 roku nie miałam pojęcia o gotowaniu i wind of change, który dotarł do Polski. Nie wiedziałam, z czego robi się watę cukrową, nie wiedziałam, co kryje się pod słowem polityka.
Dziś wzruszam się na myśl o tym, co wydarzyło się dwadzieścia lat temu, gdy – niczego nieświadoma – zajmowałam się domową produkcją waty cukrowej.

A w ramach symbolicznego uczczenia dzisiejszego dnia, prezentuję me śniadanie w patriotycznych barwach** (choć o niezbyt patriotycznym rodowodzie, ale nie spodziewajcie się, że będę jeść na śniadanie bigos ;).



SAŁATKA CAPRESE


Składniki:


mała kulka mozarelli z zalewy

dojrzały pomidor


kilka listków bazylii

łyżeczki oliwy 1 łyżeczka octu balsamico

sól i pieprz

Pomidora i mozarellę kroję w dość cienkie plastry. Listki bazylii przerywam na pół. Układam na talerzu plasterek pomidora, mozarellę, listek bazylii aż do wyczerpania składników. Posypuję świeżo startym pieprzem i solą. Polewam sałatkę oliwą i skrapiam balsamico (choć ideałem byłoby wymieszanie ich w oddzielnej miseczce, razem z przyprawami - nie robię tego z lenistwa).

Uwagi: nie miałam balsamico, na czym moja caprese bardzo ucierpiała, bo sama oliwa to nie to samo, tu potrzeba kopnięcia, mocnego akcentu. Jak widac, pomidor jeszcze daleki od ideału... A mozarella okazała się nie być tak puszysta i delikatna, jak ta, którą kupowałam rok temu. Ale nie zmienia to faktu, że całośc jest pyszna i niezwykle sycąca. Zawsze kojarzy mi się z latem, bo pachnie i smakuje jak ta pora roku.

Aha, polecam kawałek ciabatty do wytarcia resztek pysznego sosu z talerza!



* trzeci rok spędziłam już w prawdziwej zerówce w nowym, lśniącym przedszkolu, które jako pierwsi zapełnialiśmy rysunkami i ludzikami z kasztanów
** no dobrze, barwy też nie stuprocentowo patriotyczne, bowiem wkradła się zielona bazylia; ale nie mogłam jej tak po prostu ominąć, bo to już nie to…

You Might Also Like

18 komentarzy

  1. Mmm! w prostocie piekno...i smak:) Patrząc na te zdjecia juz jestem gloda:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, fajna ta Twoja wata cukrowa ;)))). Ciekawe co by było, jakbyś wpadła na pomysł zrobienia ciepłych lodów...
    Mnie w 1989r. w ogóle na tym świecie nie było, więc trudno mi się do tego odwoływać, a szary świat PRL-u, który tego 4 czerwca nabrał koloru, znam tylko z opowieści i powiedzenia: 'masz łeb jak sklep za czasów komuny' ;)... Nie mniej jednak, fajnie poczytać sobie takie perypetie osób, które są w tych sprawach bardziej obyte, bo jedynym przełomowym przeżyciem w moim życiu jest zmiana wieku z XX na XXI i najdłuższe w ciągu ostatnich kilkuset lat (chyba) zaćmienie słońca, którego nie pamiętam (nie skupiłam się na samym zaćmieniu, a czarnych szkiełkach w kształcie prostokąta, które kupiła mi mama - sprzedawali na rynku i koniecznie chciałam je mieć! Pamiętam każdy moment przed (ubrana byłam w żółtą koszulkę) i po, a te głupie 8 minut wyleciały mi z pamięci...).

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo jestem ciekawa, czy się kiedyś spotkałyśmy obok uczelni :) powinnyśmy sądząc po tym, ile lat wtedy miałaś ;) witaj w klubie :P

    OdpowiedzUsuń
  4. dziękuję za ten wpis.

    OdpowiedzUsuń
  5. No i wygląda na to, że ja najstarsza, bo miałam wtedy już 12 lat i dość dobrze pamiętam porozwieszane wszędzie plakaty z Wałęsą stojącym obok kandydatów do sejmu i napisem Solidarność. Nie wspominając już o piosenkach Jacka Kaczmarskiego puszczanych ze starego magnetofonu Grundig.
    A śniadanie - to miło, ze w narodowych barwach i jeszcze milej, że takie smaczne

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam Twoje poczucie humoru!! :-))

    OdpowiedzUsuń
  7. Aniu, jeszcze biało-czerwonego drinka "Teraz Polska" (warstwa syropu malinowego z tabasco i warstwa czystej wódki) można wypić, zwłaszcza że zimno!

    OdpowiedzUsuń
  8. Aniu, to ja sie U Ciebie znow wpisze: ach powiem Cie, ze "piknik w Jerozolimie" to tez dla mnie momo ze realny, to nadal brzmi odlotowo :-)
    Ach planuje te kolejne wpisy, w koncu lato zapowiada mi sie niezle zdelokalizowane...

    Rzodkiewkami sama bylam zaskoczona, a z wymienionych to jagodki lubie (w licznie pojedynczej i bez zdrobnienia), nie trzymam Cie w niepewnosci :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Basiu, ale fajnie, ze już rozwiałaś me wątpliwości :) Ślicznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Aniu, no właśnie - ja też pijałam tego drinka w wersji podstawowej, w Krakowie, ale gdzieś się na ten dodatek tabasco załapałam, nie wiem już gdzie. To dla wzmocnienia charrrrakteru zapewne ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pomysłowym dzieckiem byłaś !:)) Swietny pomysł z tą watę he he ;)

    Wspaniała sałatka, uwielbiam ją :)
    Zapach bazylii należy do moich ulubionych.

    Aniu, niedawno pisałaś o pięknie niektórych słow. Wiesz,dla mnie takim pięknym słowem jest - bazylia właśnie. A dla mojego synka ślicznym słowem jest - cysterna !:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Aniu, ach sama teraz lubie, chociaz jak sobie wspomne to kiedys nie lubilam az tak bardzo... Sciskam Cie wiec jagodowo :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Majano, cudna ta cysterna! :))) Wies,z rzeczywiscie to słowo ładnie brzmi...

    Ally, a cóz, jesli można wiedzieć? :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Aniu, Aniu!!!! ja też zajadałam się watą cukrową. Mama kupowała mi ją w rynku przed składnicą harcerską. A potem oranżandka w woreczku :)))

    Cudne zdjęcie odbite :))

    OdpowiedzUsuń
  15. Oranżadki to podstawa! Boże, chyba muszę kiedyś o nich napisać... Zawsze wyjadane obslinionym paluchem albo wylizywane bezpośrednio z dłoni.

    OdpowiedzUsuń
  16. A one jeszcze tak fajnie czasem szczypały w jęzor ;)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Wczoraj właśnie zrobiłam sobie ową pyszność :D Tylko nie z bazylią, której nie miałam, ale ze świeżutkim oregano. I też było przepyszne :) Uwielbiam lekkie, włoskie jedzenie na lato... :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Oczko, wszystko się zgadza :)

    Porcelanko, fajne połaczenie! Ktoś na forum GP pisał o tym, ze je z oregano-ja nigdy takiej wersji nie próbowałam. Czas to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń

Popular Posts

Like us on Facebook

Flickr Images