Czeko - terapia

17:32

Przypełzł kolejny weekend.
Kwintesencja późnej jesieni – szarość uczepiła się krajobrazu i żadnym sposobem nie można jej usunąć.
A potem pewne ekscytujące plany, a wraz z nimi szereg marzonek (drobnych marzeń), legły w gruzach. Czy to możliwe, że zrobiło się jeszcze szarzej?

Są trzy sposoby na rozjaśnienie rzeczywistości:
- miękki uścisk bliskiej osoby,
- kilka dobrych drinków,
- seans terapeutyczny w kuchni.
Jako że nieobecność bliskiej osoby jest główną przyczyną szarości, pierwszy sposób odpada. Drugi także, bo kac następnego dnia nie poprawi mi nastroju. Zostaje więc sposób trzeci.

Zapach orzechowo-czekoladowego ciasta, który wieczorem zawładnął mym nosem, był naprawdę kojący.

Co my tu mamy…?
Gorzka czekolada.
Orzechy włoskie.


Brzmi i smakuje wytrawnie. Nie znajdziemy tu uniwersalnej słodyczy, która zaspokoi każde podniebienie. Nie znajdziemy tej mlecznej, delikatnej nutki, jaką niosą ze sobą inne czekoladowe wypieki.

A więc co znajdziemy w orzechowo-czekoladowym cieście?
Smak gorzkiej czekolady, z silnym akcentem w postaci orzechów włoskich. Bo jest to bomba orzechowa, z tym, że ze spóźnionym zapłonem, bo wybuchła zaraz po zakończeniu Orzechowego Tygodnia.


CIASTO ORZECHOWO-CZEKOLADOWE

(podstawowy przepis pochodził od P. Brodnickiego i J. Oliviera, ale... tłumaczyłam to w ostatnim poście:)

Składniki:

2 tabliczki gorzkiej czekolady
350 g orzechów wloskich

1 1/4 kostki miekkiego masła
6 jajek
100 g cukru
cukier puder do posypania ciasta


Czekoladę i 300 g orzechów miksuję na proszek w blenderze.
Masło ucieram z żółtkami i większością cukru. Białka ubijam na sztywno z pozostałą częścią cukru.
Do masy maślano-żółtkowej dodaje orzechowy proszek, mieszam dokładnie. Dodaję pozostale kawałki orzechów. Do tej masy dodaję ubite białka. Delikatnie miaszam.
Wylewam do nastamrowanej masłem tortownicy i piekę ok. godziny w 190-200 st. C.

To jedyne znane mi ciasto, które lepiej smakuje, na zimno niż na ciepło. Oczywiście nie licząc tiramisu, tortów lodowych czy serników na zimno ;)

You Might Also Like

11 komentarzy

  1. Piękne. Ja chandrę też zawsze leczę czekoladą. Przede wszystkim ciepłym ciastkiem z płynną czekoladą w środku. Choćbym miała największy dół, taka porcja kalorii wyciąga mnie z niego na powierzchnię.
    Cudnie jest u Ciebie. Na przekór jesieni, tak nadmorsko i słonecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prześliczne! :) Cudowne niezawodne połączenie czekolady i orzechów. Uwielbiam! Piękne zdjęcia Aniu , pięknie opisane. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak już napisałam na GP, bardzo, bardzo fajne to Twoje czekoladowe ciasto :) I najważniejsze BEZ proszku do pieczenia!
    Kupuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przecudne!!! A wiesz, że ja też wszelkie smutki leczę orzechami włoskimi i gorzką czekoladą? Za każdym razem jak jest mi naprawdę źle, wyciągam męża na lody włoskie oblane czekoladą o zawartości 75% kakao i posypane obfice orzechami włoskimi (dostępne u mnie w większości lodziarnii), choć w cieście też uwielbiam. Ostatnio jadłam takie z czekoladą, orzechami włoskimi i solą morską. Pycha!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgłasza się kolejna wielbicielka czekoladowo-orzechowych mariaży ;)
    Nasycona pitną czekoladą o smaku orzechowym (na szczęście tylko 33 kalorie na porcję ;D)
    Ciacho wygląda przepięknie, bo i zdjęcia piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. pytania natury technicznej: tabliczka czekolady 100 czy 200 gramowa; maslo - kostka 200 czy 250 gramowa?
    jezeli smakuje tak jak wyglada to nie mam wiecej pytan ;)
    wyprobuje na pewno :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Masło- 200 g (nie widziałam już kostek po 250 g, ale w sumie zawsze wybieram jeden rodzaj masła i moze inne firmy mają inną gramaturę).
    A czekolada... Kupowałam klasyczną tabliczkę czekolady (gorzka Wedla), ona ma chyba 200 g... Ale musiałabym sprawdzić w sklepie, bo aktualnie żadnej nie posiadam...:)

    OdpowiedzUsuń
  8. dziekuje,
    ja po prostu znajduje sie w innych wspolrzednych geograficznych i dlatego pytam :)
    czyli wystarczy kostka masla 250 g.
    do dziela ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ha ha, to z córy szczęściara :P Choć poczatek listopada jeszcze da się przeżyc, gorzej z końcówką...

    Bardzo się ciesze, ze Ci smakowało!Bo najgorsze, co może być, to zachęcic kogoś do jakiejś potrawy, która tej osobie nie "podejdzie".

    A bomba niezla, fakt. Ale dużo się go na raz nie da zjeśc, bo to dośc ciężkostrawna rzecz, więc to naturalny hamulec :)

    OdpowiedzUsuń
  10. W takim razie i ja niebawem wyprobuje, bo jest tu wszystko co kocham :) Bardzo apetyczne zdjecia Aniu! i zgadzam sie co do tych trzech sposobow na rozjaśnienie rzeczywistości ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. :) bardzo się cieszę, ze ciacho Ci się spodobalo! Zobaczymy, czy Ci posmakuje...Choc myślę, że z tym nie powinno byc problemu :)

    OdpowiedzUsuń

Popular Posts

Like us on Facebook

Flickr Images