Prrrrawdziwe pesto
16:00Wczorajsza wyprawa do Bomi po świeżą bazylię, parmezan i piniole zakończyła się powodzeniem, co oznaczało, że w końcu zrobię prrrrawdziwe pesto genovese. Dotychczas trudno dostępne i- nie ukrywajmy- drogie orzeszki pinii zastępowałam przyprażonymi pestkami słonecznika, często także rezygnując z parmezanu (po wielu modyfikacjach moją studencką wersję sosu mogę już nazywać tylko sosem a'la pesto).
Jednak dziś nie zadowalają mnie półśrodki. Na kuchennym blacie leżą więc:
- ok. 1/3 szklanki startego parmigiano reggiano (na tej stronie znalazłam kilka ciekawych wiadomości na jego temat),
- garstka podpieczonych pinioli (strasznie podoba mi się ta nazwa),
- oliwa (ok.1/2 szklanki), 1 mały ząbek czosnku i
- duży pęk bazylii (1 doniczka z tej, którą kupuję w marketach), której zieleń stanowi piękny kontrast w zestawieniu z widokiem zza okna.
Jak już pisałam, chcę prrrrawdziwego pesto, dlatego wszystkie suche składniki sosu (oprócz sera) ucieram w moździerzu. Pod koniec dodaję do niego oliwę i ser. W ten sposób smaki przenikną się nawzajem, tworząc idealną całość.
Z podanej porcji wychodzi jakieś pół słoiczka sosu.
- ok. 1/3 szklanki startego parmigiano reggiano (na tej stronie znalazłam kilka ciekawych wiadomości na jego temat),
- garstka podpieczonych pinioli (strasznie podoba mi się ta nazwa),
- oliwa (ok.1/2 szklanki), 1 mały ząbek czosnku i
- duży pęk bazylii (1 doniczka z tej, którą kupuję w marketach), której zieleń stanowi piękny kontrast w zestawieniu z widokiem zza okna.
Jak już pisałam, chcę prrrrawdziwego pesto, dlatego wszystkie suche składniki sosu (oprócz sera) ucieram w moździerzu. Pod koniec dodaję do niego oliwę i ser. W ten sposób smaki przenikną się nawzajem, tworząc idealną całość.
Z podanej porcji wychodzi jakieś pół słoiczka sosu.

Właściwie mogłabym na tym poprzestać i bezwstydnie wyjeść pesto prosto z miski, ale powstrzymuję się i gotuję makaron. Dziewięć minut to wieczność, gdy obok leży miseczka aromatycznego sosu...
Jamie Olivier w swoich książkach proponuje jeszcze jeden dodatek do pesto: sok z cytryny. Wypróbuję następnym razem.
.
Jamie Olivier w swoich książkach proponuje jeszcze jeden dodatek do pesto: sok z cytryny. Wypróbuję następnym razem.
.

7 komentarzy
Ach, pesto! Delicje. Oj, narobiłaś smaka.
OdpowiedzUsuńO, pesto by można pod orzechowy weekend podciągnąć :D Wspaniałe naczynia!
OdpowiedzUsuńMax, no to do dzieła :)
OdpowiedzUsuńNougatine, tez o pomyślałam, żeby to pod weekend podciągnąć, ale potem się pomyslałam, ze troszke to naciągane... :)
a dziękuję, naczynia przywiezione w tym roku z Bułgarii :)
orzechowy weekend miało być, a nie tydzień :)
OdpowiedzUsuńe, orzechowy tydzień tez może być! :) jak szaleć, to szaleć!
OdpowiedzUsuńTeż tu weszlam pozachwycać się naczyniami i oczywiście jak zwykle pięknymi zdjęciami. Nie ma to jak domowy sos, nic w sloiku ze sklepu, choćby i najlepszej jakości, się do tego nie umywa.
OdpowiedzUsuńCudny sos! Uwielbiam świeże pesto, a ostatnio popełniłam profanację ze słoika. Smaczne było, chociaż to już zupełnie nie to samo...
OdpowiedzUsuńChciałam również pozachwycać się naczyniami. ;-) Pięknie się prezentują.